Ks. Aleksander Woźny (1910-1983) - w setną rocznicę urodzin
Główna
Galeria
Informacje
Publikacje
Różne
Linki
Kontakt
Aktualnosci

Życiorys - ks. Aleksander Woźny

http://www.google.pl



       W dniu 15 października 1928 roku przyjechał do Seminarium Duchownego w Gnieźnie na studia filozoficzne Aleksander Woźny, maturzysta klasycznego Gimnazjum im. Marii Magdaleny w Poznaniu, syn nauczyciela w Uzarzewie pod Poznaniem, Edmunda i Anny z Rogoziów, urodzony tamże 25.VI.1910r.
      W prośbie o przyjęcie do Seminarium Duchownego, skierowanej do Ks. kard. Prymasa Hlonda, ówczesnego ordynariusza gnieźnieńskiego i poznańskiego, napisał bardzo zwięźle: "Proszę najpokorniej o przyjęcie mnie do Seminarium Duchownego w Gnieźnie". W krótkim curriculum vitae dołączonym do prośby również bardzo zwięźle ją uzasadniał: "Mam zamiar poświęcić się stanowi duchownemu".
      Jaki ładunek dobrej woli, szczerości serca i świadomości krył się w tym wyznaniu i postanowieniu...któż to wie? Prawdopodobnie i sam kandydat do stanu duchownego nie umiałby tego określić. Po prostu usłyszał wołanie Boże i w prostocie serca poszedł za nim. Wstępował do Seminarium z usposobieniem - można by rzec - Natanaela, o którym Chrystus się wyraził: Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie masz zdrady ( J 1,47 ). Decyzję Aleksandra - oprócz szczególnego działania Bożego - z pewnością przygotowały pewne okoliczności Jego młodzieńczego życia. Przede wszystkim więc głęboko religijne wychowanie w domu rodzinnym, karność panująca w gronie licznego rodzeństwa (Aleksander był ósmym, najmłodszym dzieckiem) oraz wytrwała modlitwa rodziców o łaskę powołania Go do służby Bożej, o czym zresztą dowiedział się dopiero znacznie później, już jako kapłan, od ojca.
      Podczas swego pobytu w Poznaniu i nauki w gimnazjum bardzo wiele zawdzięczał starszej siostrze, z którą mieszkał razem. Jak to wyraził w curriculum vitae, napisanym z okazji egzaminu proboszczowskiego: " ... a maiore natu sorore diligentissime a saeculi insidiis custodiebatur". Zastępowała mu wówczas zmarłą niedawno matkę, a swą rozumną opieką i serdeczną troską wywierała duży wpływ na znacznie młodszego brata. Oleś przywiązał się bardzo do niej i na zawsze zachował względem niej uczucia głębokiej czci i wdzięczności. W życiu duchowym Aleksandra zaważyło również wiele wstąpienie do Sodalicji Mariańskiej i oddanie się Matce Bożej. We wspomnianym wyżej curriculum vitae napisane: "Beatae Mariae Virgini in Sodalitate se obtulit. Octo decimo aetatis suae anno non sine eiusdem Beatissimae Virginis auxilio examen maturale pertransiit". Zgłoszeniu do seminarium towarzyszyły opinie księży, którzy Go znali. Ksiądz dziekan Beisert, który Aleksandra chrzcił, przygotowywał do I Komunii św. i znał dobrze całą rodzinę napisał: „Kandydat otrzymał w domu rodzinnym staranne i religijne wychowanie. Jest inteligentnym, uczył się pilnie" Ksiądz prefekt Julian Janicki zaświadczył: "Aleksander Woźny, maturzysta Gimnazjum im. Marii Magdaleny, zachowywał się wzorowo. Należał do Sodalicji Mariańskiej. Rokuje jak najlepsze nadzieje".
      Życie i praca w Seminarium Duchownym bardzo pogłębiły duchowość Aleksandra i dały mu dojrzalsze rozumienie tego, co znaczy "poświęcić się stanowi duchownemu". W prośbie o udzielenie święceń subdiakonatu ( 24.V.1932 r.) wyznaje, że pragnie "spełniać przyjęte na siebie obowiązki wiernie, do końca życia, w szczerej i czystej intencji służenia Królestwu Chrystusowemu w duszach i ku zbawieniu własnemu". Prosząc o święcenia diakonatu doda jeszcze, że "przyjmując je (obowiązki wynikające ze święceń) "pragnę je spełnić wiernie i gorliwie do końca życia" (6.X.1932 r.). A gdy zbliżą się święcenia kapłańskie, mówiąc o nowych obowiązkach, zapisuje: "... Pragnę je wypełnić do końca życia zgodnie z zamiarami Mistrza naszego na chwałę Boga w Trójcy św. Jedynego" (17.V.1933 r.). Widać tu pewne stopniowanie w rozumieniu służby kapłańskiej oraz w woli osobistego zaangażowania się w niej. Jest więc najpierw mowa o wiernym wypełnianiu obowiązków, następnie o wiernym i gorliwym ich spełnianiu do końca życia, a przy święceniach kapłańskich widnieje uwaga, że przyjęte przez święcenia obowiązki pragnie wypełnić do końca życia "zgodnie z zamiarami Mistrza naszego na chwałę Boga". Oznacza to, że w umyśle i sercu ks. Aleksandra dojrzały dwie szczególne wartości. Jedną z nich - to owa szczera gotowość całkowitego posłuszeństwa Bogu, oddanie się do dyspozycji Chrystusowi bez zastrzeżeń, pełne zawierzenie we wszystkim. Druga zaś - to szlachetna bezinteresowność, nie szukanie siebie w służbie kapłańskiej "...dla chwały Boga...". Jest to więc w pełni dojrzała postawa Sługi Bożego, który przede wszystkim chce być narzędziem Chrystusa, aby budować Jego królestwo w duszach ludzkich. Z takim usposobieniem wkraczał w swoje życie kapłańskie i takie zachował do końca: Prawdziwy Izraelita, w którym nie masz zdrady ( J 1,47 ).
      Wychowawcy seminaryjni tak go scharakteryzowali w krótkich oświadczeniach: Ks. rektor Michał Kozal, późniejszy biskup a dziś Sługa Boży, wystawiając alumnowi Woźnemu świadectwo ukończenia studiów w Arch. Seminarium w Gnieźnie przekazał również swoje spostrzeżenia wychowawcze: "Dość zdolny, pilność nierówna" i dodał znamienną uwagę - "charakter dziecięcy". Sprawdziła się ona w życiu ks. Aleksandra przede wszystkim w jego dziecięcej wierze i ufnym stosunku do ludzi. Ksiądz rektor Kazimierz Rolewski - dziś również Sługa Boży - w arkuszu personalnym na zakończenie studiów seminaryjnych w Poznaniu tak zwięźle określił charakter neoprezbitera Aleksandra Woźnego: "Wzorowy, ułożony, uprzejmy, gorliwy" (10.VI.1933 r.). Czy w życiu kapłańskim ks. Woźnego potwierdziły się nadzieje ks. Janickiego, opinie Jego wychowawców seminaryjnych i Jego własne najszczersze pragnienia? Oto dwie opinie księży Proboszczów, z którymi współpracował jako wikariusz.
      Pierwszą placówką ks. Woźnego jako wikariusza była parafia św. Stanisława Kostki w Poznaniu (1.VII.1933 - 31.VIII.1935). Po przeniesieniu Go do parafii katedralnej, ks. prob. Koczorowski przesłał do Kurii taką opinię o nim: "Życie kapłańskie ks. Woźnego było przez cały czas jego pracy bardzo wzorowe. W swą pracę duszpasterską wkładał całą duszę. W kościele był bardzo gorliwy, głosił dobrze przygotowane kazania. W organizacjach parafialnych pracował ofiarnie i z wielkim powodzeniem. Ks. Aleksander Woźny był mi szczerze oddany, w obejściu miły i zrównoważony, dla swego kolegi zawsze serdeczny. Przez swe zalety i swą gorliwość zdobył sobie miłość całej parafii, która zachowuje o nim najlepsze wspomnienie" (8.II.1936 r.).
      Z dniem 1 lipca 1938 roku Władza Duchowna powołała ks. Woźnego na wikariat do Borku. Ks. kan. K. Szreybrowski w piśmie do Kurii (24.VII.1938 r.) tak scharakteryzował jego postawę i pracę w parafii katedralnej: (1.IX.1935 - 30.VI.1938) "Ks. Al. Woźny swym życiem kapłańskim i wyrobieniem wewnętrznym może służyć jako wzór. W szczególe odznaczał się czystością obyczajów i niezwykłą bezinteresownością. W pracy duszpasterskiej wykazywał sumienność, obowiązkowość i podziwu godną gorliwość, którą trzeba było hamować. Jak bardzo leżała mu sprawa zbawienia dusz ludzkich na sercu, wnioskować można było z Jego niestrudzonej pracy w konfesjonale i na ambonie. W szczególności Jego kazania społeczne ujawniły zrozumienie sprawy i gotowość zastosowania się do zaleceń Władzy Duchownej. Każda sprawa Boża zalecana z góry żywo Go interesowała i pobudzała do realizacji konkretnej i bezkompromisowej.
      W pracy społecznej, mianowicie w stowarzyszeniu młodzieży męskiej i obywatelskiej rozwijał obok wrodzonej inteligencji, całą swoją gorliwość i umiłowanie sprawy. W trosce o dobre obyczaje młodzieży poświęcił nawet swoje wakacje, urządzając dla niej obóz na modłę harcerską, koszty pokrywając w przeważającej mierze z własnych dochodów. To też cała parafia, w szczególności młodzież wysoce go ceniła i kochała". Powyższe świadectwa wskazują wyraźnie, że owa chęć, wyrażona przy wstąpieniu do Seminarium w sposób bardzo ogólny, aby "poświęcić się stanowi duchownemu" oraz późniejsze oświadczenia, dotyczące "wierności i gorliwości do końca życia" składane z okazji przyjmowania święceń, nie były dlań zwykłą formułą ani egzaltowaną deklaracją, lecz szczerą i głęboką prawdą Jego umysłu i serca, co potwierdziło się - jakże wspaniale - w życiu i pracy w pierwszych latach kapłaństwa. Był całkowicie oddany Chrystusowi, aby budować Jego Królestwo w duszach ludzkich. "Verus Israelita in quo non est dolus". I takim pozostał do końca życia.
      Jest prawdą, że Pan Bóg doświadcza swoich wybranych. Doświadczył również i ks. Aleksandra. Aresztowany w Borku 1940 roku, został później wywieziony wraz z wieloma innymi kapłanami do obozu koncentracyjnego w Dachau. Całą poniewierkę obozową łącznie z dokuczliwym głodem przyjmował z dziecięcym usposobieniem, to znaczy z ufnością i poddaniem się woli Bożej, skoro Bóg tak chce. Szczęśliwie przeżył obóz i doczekał się cudownego wprost ocalenia za przyczyną św. Józefa od grożącej całemu obozowi zagłady. Po dwumiesięcznej rekonwalescencji, tak koniecznej po osłabieniu i wyczerpaniu udrękami obozowymi, pod koniec lipca 1945 roku przyjechał do Poznania. Ksiądz abp Walenty Dymek powierzył Mu tworzenie od nowa erygowanej wprawdzie przed wojną, lecz rozbitej przez 5 lat okupacji niemieckiej, parafii św. Jana Kantego w dzielnicy Grunwald w Poznaniu. Parafię objął 20 sierpnia 1945 roku i kierował nią przez 38 lat, aż do swej śmierci. Cóż powiedzieć o osobowości, życiu i działalności ks. Proboszcza w tym długim okresie czasu?
      Rozpoczął swą pracę budując wszystko od podstaw. Przede wszystkim podjął pilne starania o Dom Boży. Szczęśliwie udało się dość wcześnie nabyć od władz miejskich poniemiecki drewniany budynek restauracyjny i dostosować go do kultu Bożego. I oto ten charakterystyczny "barak grunwaldzki" o skromnym wyglądzie zewnętrznym i równie skromnym wnętrzu stał się rychło prawdziwym sercem parafii, skąd tryskało obfitym strumieniem nadprzyrodzone życie łaski. A to dzięki ks. Proboszczowi, Jego gorliwości, osobistym zaletom i oddaniu się bez reszty Chrystusowi i zbawieniu dusz. Zamieszkał w dwóch małych pokoikach na poddaszu przyległym do baraku kościoła. Wystarczyło Mu to. Nie żył bowiem dla siebie, lecz dla Chrystusa. Nie szukał siebie, lecz dusz, aby je pozyskiwać dla Boga. I rzeczywiście zdobył je. Kolędę duszpasterską prowadził właściwie w ciągu całego roku. Od wczesnego rana zasiadał w dzień w konfesjonale jako niestrudzony i cierpliwy sługa miłosierdzia Bożego i natchniony kierownik dusz i stąd - zdarzało się tak czasem - dopiero o północy wracał do siebie. Podejmował pokuty i umartwienia za parafian. Wiódł życie zgodne z głoszonymi prawdami. To też zdobywał dla Chrystusa nie tylko pojedyncze osoby, lecz całą parafię: dzieci, młodzież i dorosłych. A w kościele? Życie eucharystyczne oparte na pełnym udziale we Mszy św. (Komunia św.), słowo Boże, głoszone w sposób bardzo prosty - różne nabożeństwa, wprowadzane stopniowo, np. do Miłosierdzia Bożego, do Ducha Świętego, do M. B. Nieustającej Pomocy - dawały wiernym coraz pełniejszą, nadprzyrodzoną orientację życia. Rozbudzały ducha wiary, przeobrażając parafię w jedną, rozmodloną i apostolską Rodzinę Dzieci Bożych.
      Jest to najwyższej miary osiągnięcie duszpasterskie. Dokonał tego - nie bez pomocy Maryi Panny, której od lat młodzieńczych był wiernym rycerzem. Ksiądz proboszcz Aleksander Woźny przez swą gorliwą posługę kapłańską i swoją osobowość pełną prostoty i szczerości, stał się dobrym pasterzem powierzonej Mu przez Chrystusa owczarni. Szedł do kapłaństwa posłuszny wezwaniu Bożemu. Przygotowywał się do niego w szczerości serca przyrzekając swemu Mistrzowi gorliwość i wierność do końca życia. Rozpoczął swoją posługę kapłańską od razu wysokim lotem ofiarnej pracy. Lotu swego już nie obniżył. Nie zawiódł Chrystusa i nie zawiódł ludzi. Verus Israelita in quo non erat dolus.

      Zmarł 21.VIII.1983 roku. Pogrzeb jego ( 24.VIII.1983 r.) stał się wyrazem powszechnej czci dla Niego ze strony bardzo wielu mieszkańców miasta Poznania. Parafianie zaś św. Jana Kantego są przekonani, że mieli„Świętego Proboszcza.

Ks. Czesław Pawlaczyk